Co wyleczyło mnie ze społecznictwa?

by Dorota Zgutka

Społecznictwo ma się raczej we krwi. Ja co prawda swojego z mlekiem matki nie wyssałam. Mam to po matce chrzestnej. Chęć zmieniania zastanej rzeczywistości była bardzo silna, zwłaszcza gdy przeprowadziłam się na osiedle, które wyglądało jak świeżo po II wojnie światowej. Dowiedz się, co mnie skutecznie wyleczyło ze społecznictwa i ile czasu trwała ta „terapia”!

Zaniedbana działka przy Legionów 39 w Łodzi

Za naszym płotem była zaniedbana i na pierwszy rzut oka opuszczona działka. Na początku tej działki, tuż przy samej ulicy, stały budki — taki mały ryneczek to był. Sama działka służyła jako teren do libacji pod chmurką i wysypisko śmieci. Mieliśmy ogromną chęć zagospodarować ten teren w fajny sposób. Poza tym obawialiśmy się, że powstanie tu parking albo jakiś market, a woleliśmy mieć w sąsiedztwie drzewa.

Legionów 39 w chwili złożenia wniosku do Budżetu Obywatelskiego
Legionów 39 w chwili złożenia wniosku do Budżetu Obywatelskiego

Gdy w Łodzi pojawił się Budżet Obywatelski, zgłosiliśmy wniosek o plac zabaw z terenem zielonym. W I edycji nie wygraliśmy, ale w II już tak. Stało się to za sprawą współpracy z innymi społecznikami, którzy chcieli coś zrobić dla swojego osiedla. Mniej więcej przez 2 tygodnie walczyliśmy o każdy głos, kosztem naszej pracy zawodowej i życia prywatnego. Problemy zaczęły się zaraz po wygranej, bo Wydział Architektury chciał zablokować wydanie stosownych pozwoleń, chociaż wcześniej pozytywnie zaopiniował ten pomysł.

Musieliśmy prosić firmę, która wygrała przetarg na budowę placu zabaw, o realizację projektu. Firma nagle stwierdziła, że 400 000 zł (2015/2016 rok) to za mała kwota i bardziej jej się opłaca zapłacić kary. Udało się ich jednak przekonać. Powstał całkiem fajny plac zabaw z terenem zielonym. Niestety, rośliny posadzono w grudniu, więc przemarzły. To, co przetrwało, kosiarze wycięli w trakcie „pielęgnowania zieleni”.

Mnie jednak irytowało co innego. Cały fejm za pierwszy kieszonkowy plac zabaw spadł na urzędników. Media robiły wywiady z ludźmi, którzy nie mieli pojęcia o tym projekcie. Czytałam, że zabawki są bardzo niebezpieczne. To bzdura, bo zabawki na publiczne place zabaw muszą spełniać wszystkie możliwe wymagania. Są potwornie drogie. Zaznaczam, że każdy mógł uczestniczyć w wyborze zabawek. Nikogo z lokalsów to jednak nie obchodziło.

Pana, którego przepytały ogólnopolskie media, w ogóle nigdy nie było przy tym projekcie. Był to wywiad na zasadzie pleć pleciugo, byle długo. Złapali do wypowiedzi jakiegoś kolesia, co akurat był na placu zabaw.

Pierwszy kieszonkowy plac zabaw i „Tajemniczy Ogród”

Jedna z pierwszych wyjątkowo nieprzyjemnych sytuacji polegała na tym, że jakaś mamusia puściła dziecko na placyk, a sama siedziała na ławce i wpatrywała się w ekran smartfona. Przechodziłam obok placyku, gdy dorwało mnie zbiegowisko zbulwersowanych matek. Okazało się, że maluszek przewrócił się w piaskownicy i zdarł sobie skórę. Wezwano pogotowie ratunkowe, a na mnie nasłano policję. To było zwykłe przewrócenie się na piachu lub na ścieżce obok piaskownicy. Dzieciak darł się wniebogłosy. Nigdy nie zapomnę wozów z niebieskimi światłami. Nie zapomnę też oskarżania mnie o ten upadek. Nie zapomnę też zębów i pazurów rozwścieczonych matek. Powtarzam: dziecku nic się nie stało. Zwykłe zdarcie skóry, jakie ma miejsce, gdy ktoś się z lekka przewróci. Co więcej, przy placu zabaw jest regulamin — tam jest podany numer do UMŁ, gdzie się składa skargi i zażalenia. Ja urzędnikiem nie jestem. Nie do mnie tego typu wrzaski. 

plac zabaw
Legionów 39 w Łodzi. Widok na plac zabaw

Akty wandalizmu

Z czasem zaczęły pojawiać się akty wandalizmu i niezliczone libacje. Teren zielony trzeba było odnawiać w trakcie kolejnej edycji Budżetu Obywatelskiego, ze wsparciem w ramach inicjatyw lokalnych. Nie obeszło się bez awantury, gdyż okazało się, że z powodu kosztów przyłącza wody do podlewania terenu nie wystarczy kasy na rośliny. Dlatego potrzebne było wnioskowanie do inicjatyw lokalnych. Niektóre rośliny kupiliśmy sami i posadziliśmy, gdyż takie było wymogi jednego z projektów.

„Tajmeniczy Ogród” tuż po realizacji

Pergole zostały bardzo szybko zdewastowane. Teren zielony jest zniszczony. Wandale i pracownicy firm „pielęgnujących zieleń” powycinali małe krzewy i pnącza. Jest to teraz jedno wielkie wysypisko śmieci. Kiedyś chodziłam i sprzątałam. Dzwoniłam do UMŁ, prosiłam o naprawy i malowanie ławek. Od dawna omijam placyk. Nie walczę już z wiatrakami. Po co i dla kogo? Dzieci nie mam. To był typowo projekt społeczny dla mieszkańców zaniedbanego osiedla.

Stan obecny

Kilka razy staraliśmy się o monitoring ze wpięciem do Straży Miejskiej, ale w żadnej z edycji Budżetu Obywatelskiego nie udało nam się już nic wygrać. Mamy zapewnienie, że monitoring będzie w ramach rewitalizacji obszarowej. Tylko że cała inwestycja przy Legionów 39 w Łodzi jest w zasadzie mocno zdewastowana.

Stan obecny

Nigdy więcej nie poświęcę nawet minuty na tego typu projekty. Od dłuższego czasu nasza organizacja zajmuje się wyłącznie działalnością twórczą i artystyczną. Dojrzewałam do tej decyzji kilka lat. Musiałam taką podjąć, by nie czuć się jak idiotka. Nikt mnie nie przekona do zmiany zdania. Nigdy. Przenigdy! Trzy projekty przy Legionów 39 w Łodzi wystarczą – i to do końca mojego życia.

Teren zielony – Legionów 39 w Łodzi

Podziwiam tych, co dalej chcą coś robić na rzecz lokalnej patologii. Mam jednak świadomość, że dopieszczanie owej społeczności może odbywać się za konkretne pieniądze. Ja tego nie chcę robić nawet za miliony. A przez ileś lat wszystko robiłam z ogromną pasją – i to za darmo. Byłam prawdziwą społecznicą, czy wariatką?